gototopgototop

английский

итальянский

немецкий

нидерландский

датский

шведский

норвежский

исландский

финский

эстонский

латышский

литовский

греческий

албанский

китайский

японский

корейский

вьетнамский

лаосский

кхмерский

бирманский

тайский

малайский

яванский

хинди

бенгальский

сингальский

тагальский

непальский

малагасийский

Детская сказка «Белый воробей» (Biały wróbel) на польском языке

Следующая детская сказка – «Белый воробей» (Biały wróbel) на польском языке. Она подойдёт для детей младшего и среднего возраста, а также для взрослых, которые только начинают учить польский язык, и для чтения нужен простой текст. 

Другие сказки и легенды можно читать онлайн в разделе «Сказки и легенды на польском языке».

Для тех, кто хочет изучать польский язык с опытным преподавателем, есть информация на странице «Польский по скайпу».

 

Теперь переходим к чтению сказки «Белый воробей» (Biały wróbel) на польском языке.

 

BIAŁY WRÓBEL

 

Zdarzyła się kiedyś dziwna rzecz: wykluł się z jajeczka biały wróbel.

Kiedy podrósł, okazało się, że jest bardzo dzielny i ładniejszy od szarych. Ale tamtym się nie podobał, bo był inny niż one. Wcale nie chciały się z nim zadawać.

Jak tu żyć bez przyjaciół? Biały wróbel poleciał do niedźwiedzia i zapytał:

— Misiu, czy chcesz być moim przyjacielem?

— Nie potrzebuję żadnego, sam jestem sobie przyjacielem — mruknął niedźwiedź.

Wilk też nie chciał, jeszcze zęby wyszczerzył.

Koń odpowiedział, że jest za duży, żeby się przyjaźnić z takim maleństwem.

Wół nie miał ochoty, bo nie lubił, żeby ktoś skakał koło niego.

Poleciał wróbel do świni, ale ta zachrumkała:

— Mam dosyć zajęcia ze swoimi prosiaczkami, nie mam czasu na żadne przyjaźnie.

Kot miauknął:

— Ach, jakże się cieszę! Zawsze miałem ochotę na takiego ślicznego, maleńkiego przyjaciela. To dopiero będzie nam wesoło razem! Pokaż mi się z bliska, niech cię pogłaszczę.

Cup, cup, cup! wróbelek zbliżył się w podskokach, a wtem kot jak nie skoczy, jak nie trzepnie łapą — o mało go nie pochwycił.

Z bijącym serduszkiem wróbel usiadł na drzewie i długo nie mógł się uspokoić.

„Polecę do człowieka", pomyślał, „może on będzie moim przyjacielem". Ale w oknie człowieka zobaczył klatkę z kanarkiem. Być zamkniętym w klatce? Za nic!

Pewnego ranka, kiedy biały wróbel błąkał się po przedmieściu, spotkał psa.

Był to kundel stary, chudy, kulawy, ślepy i zachrypnięty. Wlókł się, sam nie wiedział dokąd.

Wróblowi zrobiło się żal biedaka. Zapytał:

— Dokąd tak idziesz, piesku?

— Przed siebie — odpowiedział kundel. — Przez dziesięć lat służyłem wiernie mojemu panu, a on chciał mnie zabić na starość. Więc uciekłem.

— Jak się nazywa twój niedobry pan?

— Tafaro, piwowar. Robi piwo i sprzedaje.

— Tafaro? Ja go doskonale znam! — ćwierknął wróbel. — To ten grubas z czerwonym nosem, co strzela do nas śrutem. Ten rudy. On jest taki zły, że nawet dzieci bije. Wszystkie przed nim uciekają.

Wtem coś mu przyszło na myśl i zapytał:

— Czy masz przyjaciela?

— Nie, nie mam — odpowiedział kundel.

— Ja też nie mam. Może byśmy się zaprzyjaźnili?

Pies wyciągnął do wróbla łapę, wróbel uścisnął ją pazurkami i tak zawarli przyjaźń.

Wróbel leciał górą, a pies wędrował po gościńcu. Za miastem spotkali srokę.

— Ej, ty — skrzeknęła sroka na wróbla — czy nie wiesz, dokąd się wlecze ta wycieraczka?

— To nie żadna wycieraczka. To pies, mój przyjaciel.

— Ha, ha, ha! — zaśmiała się sroka i odleciała, żeby zawiadomić inne ptaki, jakiego to przyjaciela znalazł sobie biały wróbel.

Zleciały się setki szarych wróbli i nuż się wyśmiewać:

— To ci dopiero przyjaciel! Potyka się na trzech nogach. Oczy pogubił. Chudy jak komar. Stary jak spróchniały pień.

Biały wróbel z początku słuchał cierpliwie. Ale w końcu nie wytrzymał i ćwierknął z całej siły:

— Wiem, wiem! Tylko wy jesteście młodzi, śliczni, dowcipni, zdrowi, nikt inny, co? Ale proszę, zostawcie nas w spokoju.

Wróblom znudziło się wyśmiewanie i odfrunęły.

 

Pies i biały wróbel bardzo się pokochali. Wróbel wyszukiwał pokarm dla psa, a w nocy spał między jego łapami i było mu ciepło.

Niepokoiło go tylko jedno: kiedy stare psisko zasnęło, coraz trudniej było je obudzić. Wróbel bał się wypadku.

Kiedyś pies położył się pośrodku gościńca i zasnął. Wróbel usiadł na krzaku przy drodze i pilnował, żeby nic złego nie stało się przyjacielowi.

Wtem na drodze ukazał się wóz z beczką. Wróbel zaczął ćwierkać na psa przeraźliwie:

— Wstawaj! Wstawaj, bo cię przejadą!

Dziobał psa po uszach, skrobał go pazurkami w nos — nic nie pomogło, pies się nie obudził.

Tymczasem wóz się zbliżał. Obok szedł Tafaro. Był zły, bo mu się targ nie udał i wracał z pełną beczką piwa.

Wróbel zaczął latać dokoła jego głowy i ćwierkać:

— Uwaga, panie Tafaro! Mój przyjaciel śpi tu na drodze, niech l pan objedzie bokiem. Nie mogę go się dobudzić, bo nie dosłyszy.

— Precz, trutniu uprzykrzony! — wrzasnął Tafaro.

— Panie Tafaro, przecież ten pies służył panu wiernie przez całe życie — ćwierkał dalej wróbel z rozpaczą. — Niech pan trochę skręci, błagam pana.

— A, to on! Poznaję go — krzyknął piwowar. — To ten hultaj, ten niecnota, co ode mnie uciekł. Nareszcie go spotkałem, teraz mi nie ucieknie.

Skierował konia prosto na psa. Wróbel ćwierknął przeraźliwie. Nastroszył białe piórka, a jego małe, czarne oczki błysnęły groźnie.

— Nie wolno ci, stój! Jeżeli na niego najedziesz, to ci nie daruję!

— Patrzcie go — zaśmiał się Tafaro. — I co mi zrobisz, ty sroczy ogonie ?

To mówiąc popędził konia batem.

— Zlituj się! — zawołał wróbel.

— Nigdy się nad nikim nie lituję.

— Wypowiadam ci wojnę! — krzyknął wróbel i rzucił się na pomoc przyjacielowi.

Na szczęście obok psa leżał kamień. Wóz podskoczył na nim i lekko przetoczył się przez psa. Nie zabił go, tylko trochę przygniótł.

Po chwili nadeszła drogą kobieta. Wróbel poprosił ją:

— Błagam cię, dobra kobieto, zabierz mojego biednego przyjaciela. Wylecz go, nakarm. Będę was co dzień odwiedzać i bawić twoje dzieci.

— Biedne psisko — użaliła się kobieta. — Któż go tak urządził ?

— Tafaro przejechał go umyślnie. To jego własny, wierny pies. Kobieta pokiwała głową. Zabrała psa do siebie i zaopiekowała się nim troskliwie.

Wróbel poleciał za Tafarem. „Nie spocznę, póki nie wykurzę tego niegodziwca z naszej okolicy", powtarzał sobie.

Po drodze spotkał srokę. Sroka zdziwiła się, że jest sam.

— Gdzieżeś podział swojego przyjaciela?

— Leczy się. Piwowar Tafaro przejechał go umyślnie.

— Piwowar Tafaro tak zrqbił? — oburzyła się sroka. — To wstrętny człowiek. Uczy dzieci wybierać z gniazd pisklęta i jaja.

— Powiadam ci, sroko, że się na niego zawziąłem. Zobaczysz, że mu nie pozwolę krzywdzić wszystkich dookoła.

— Nie dasz rady.

— Dam radę, przekonasz się. A wiesz, jak mnie nazwał?

— No, jak?

— Krzyknął na mnie: „ty sroczy ogonie".

— Co? Co? — skrzeknęła sroka. — Śmiał mi tak ubliżyć? Już ja się z nim porachuję.

Dogoniła piwowara i wrzasnęła:

— Zdejmuj czapkę w tej chwili i przeproś mnie!

Tafaro zamachnął się na nią batem. Wtedy sroka w złości zerwała mu czapkę z głowy i odleciała z nią na drzewo.

Kiedy piwowar sapiąc i stękając wdrapał się na to drzewo, sroka skrzecząc drwiąco przeleciała z czapką na inne.

Tak wodziła Tafara z drzewa na drzewo, aż grubas ledwo już sapał.

Drwale wracali z lasu i zobaczyli, co się dzieje. Stanęli na drodze i śmiali się:

— Popatrzcie, jak piwowar łazi po drzewach! To jeszcze więcej rozzłościło Tafara.

Tymczasem biały wróbel zaczął dłubać korek od beczki. Korek był spróchniały, więc go tak naddłubał, że piwo wysadziło korek i fontanną polało się na drogę.

Tafaro spojrzał: piwo się leje! Przestał gonić za sroką i rzucił się do beczki.

Ale beczka była już prawie pusta.

— Ach, ty nicponiu! — krzyknął na wróbla.

— To jeszcze nie wszystko — ćwierknął wróbel i usiadł na uprzęży konia.

Tafaro zamachnął się siekierą, żeby go zabić. Ale wróbel zdążył sfrunąć, a siekiera przecięła rzemień. Koń przestraszony szarpnął się, porwał uprząż do reszty i uciekł gościńcem w stronę domu, aż się za nim kurzyło.

Co tu robić? Biec po konia? Może ktoś tymczasem zabrać wóz i beczkę.

Tafaro czerwony ze złości, z gołą głową, sam pociągnął wóz do domu.

— To jeszcze nie wszystko — ćwierknął za nim biały wróbel. Pofrunął razem ze sroką do głównej kwatery wróbli.

Kiedy szare wróble dowiedziały się od nich, co się stało, postanowiły, że będą poty walczyć z piwowarem pod wodzą białego, póki nie zwyciężą go i nie wypędzą.

Tymczasem Kleretta, żona Tafara, czekała na niego i smażyła mu ogromny befsztyk, ulubione jego danie. Kiedy koń wrócił sam do stajni, Kleretta była w kuchni i nic nie zauważyła. A ponieważ wiedziała, że Tafaro lubi przy mięsie pić piwo, więc zeszła z dzbanem do piwnicy.

Właśnie odszpuntowała beczkę i podstawiła dzban, kiedy usłyszała szum jakby tysięcy skrzydeł i ćwierkanie wróbli:

— Tobie ćwierć i mnie ćwierć, tobie ćwierć i mnie ćwierć!

Zapomniała o piwie i wybiegła na dwór zobaczyć, co się dzieje. O mało nie zemdlała: chmura wróbli opadła na podwórze i sad! Nigdy nie widziała tyle ptaków na raz. Dziobały owoce na drzewach, wyjadały ze żłobów. A najwięcej wleciało ich przez okno do spichrza i dziobały ziarno, aż nikło w oczach.

Tafarowa otworzyła wrota do spichrza i zaczęła wypędzać wróble fartuchem. Ale kiedy wypędziła trzy, wpadało nowych trzydzieści.

Widząc, że nie da rady, pobiegła na podwórze po gałąź. Wtem potknęła się o psa. Uciekał z mięsem, które porwał jej z patelni.

Chciała gonić za psem, ale uciekł z befsztykiem do lasu.

Przypomniała sobie, że zostawiła w piwnicy nie zaszpuntowaną beczkę. Zbiegła po schodkach, patrzy: dzban przewrócony, beczka pusta, a piwo chlupie pod nogami. Złapała się za głowę.

Nagle usłyszała turkot wozu na podwórzu. Domyśliła się, że to wraca jej mąż, więc wybiegła z piwnicy i zawołała:

— Leć prędzej do spichrza i ratuj zboże, jeżeli jeszcze co zostało!

Tafaro popędził z batem do spichrza.

Wróble co prędzej odfrunęły, tylko biały spacerował po dachu ćwierkając wesoło:

— To jeszcze nie wszystko!

Siny z gniewu piwowar poszedł sapiąc do kuchni. Tam się dowiedział, że nie dostanie ani befsztyka, ani piwa. A to wszystko przez tego urwisa, przez białego wróbla.

— To jeszcze nie wszystko — ćwierknął biały wróbel za oknem. Piwowar cisnął w niego stołkiem, ale nie trafił i wybił szybę.

Wróbel wleciał przez okno do kuchni, fruwał po niej i odgrażał się:

— To jeszcze nie wszystko! To jeszcze nie wszystko! Piwowar rzucał w niego, czym popadło: talerzami, garnkami, półmiskiem, patelnią, a Kleretta zaganiała go fartuchem. Wreszcie Tafaro złapał białego wróbla.

— Teraz zginiesz. Teraz ukręcę ci łeb — syknął.

Biały wróbel trzepotał się w ręce piwowara. Ale nawet w tej okropnej chwili nie stracił odwagi.

Kiedy Tafaro podniósł go do twarzy, żeby mu się przyjrzeć, biały wróbel z całej siły trzepnął go skrzydełkami po oczach. Tafaro stracił równowagę, wypuścił wróbla i przewrócił się prosto na rozpaloną blachę kuchenną.

Wyleczył swoje oparzenia, ale wstydził się chodzić po miasteczku, bo wszyscy pokazywali go sobie palcami i śmiali się:

— Patrzcie, idzie piwowar Tafaro, co przegrał wojnę z wróblem.

Więc sprzedał dom i wyjechał nie wiadomo dokąd.

Stary pies wyzdrowiał i został u dobrej kobiety. Biały wróbel codziennie wyprowadza go na spacer. Podobno żyją do dzisiejszego dnia, tylko nie pamiętam, w jakim kraju.

 

Другие сказки, рассказы, легенды и более серьёзные литературные произведения можно читать онлайн в разделе «Книги на польском».

 

французский

испанский

португальский

польский

чешский

словацкий

венгерский

румынский

болгарский

словенский

сербский

хорватский

македонский

иврит

турецкий

арабский

фарси

урду

пушту

молдавский

украинский

белорусский

русский

грузинский

армянский

азербайджанский

узбекский

казахский

киргизский

монгольский

Изучение иностранных языков - новое

Уроки иностранных языков онлайн

Как Вы узнали о наших курсах иностранных языков?